"Milcz" - taki napis na lustrze zobaczyli policjanci z patrolu siódmego, którzy przyjechali z pomocą pani Joannie. Kobieta została napadnięta i uwięziona w swoim mieszkaniu. Z mieszkania nic nie zniknęło, można więc wykluczyć motyw rabunkowy. Ostrzeżenie, napisane czerwoną szminką, brzmi poważnie, ale ani kobieta, ani jej mąż - niegdyś dziennikarz śledczy - nie mają pojęcia o co chodzi. A to dopiero początek ataków. Tymczasem Białach ma głowę zaprzątniętą poranną sytuacją - Oli znów się pogorszyło i na sygnale trafiła do szpitala.